Dolina Chochołowska

Nasłuchałem się w telewizji, naczytałem w prasie i zamiast w weekend spać nastawiłem budzik na szaleńczą drugą w nocy, by w sobotni poranek być pierwszym w Dolinie Chochołowskiej. Krokusy to temat numer jeden ostatnich dni i to on zmobilizował mnie, by zawalić weekend. "Carpe Diem! Naszprycuję się najwyżej kofeiną i dam radę!" - pomyślałem. I dałem radę. Wstać i dojechać. Z Kida wysiadłem grubo przed szóstą rano choć o dziwo na parkingu pod Tatrami byłem pięćdziesiąty trzeci (szacunkowo). O dziewiątej po spacerze dotarłem na miejsce i ... hmmm ... coś tu nie działa, jakieś te krokusy nierozwinięte??? Chyba jestem tydzień za wcześnie??? Ufff nieeee, krokusy zaczęły wstawać tego dnia dopiero grubo po 9-ej.... Nie miałem pojęcia, że krokusy rozwijają się za dnia, by z powrotem zwinąć na noc. Choć w sumie wieczornemu zwijaniu nie powinienem się dziwić, przecież ja też z Tatr zwijam się zawsze przed zmrokiem :)