Ra(n)dom Air Show

Pokazy lotnicze to obok zawodów latających psów najtrudniejszy dla mnie event do fotografowania. Po pierwsze, problemem jest nieciekawe, monotonne tło zdjęć czyli szare chmury, lub alternatywnie błękitne niebo z ostrym słońcem całkowicie ograniczającym możliwość fotografowania w jedną ze stron. Po drugie, duża odległość od fotografowanego obiektu wymaga używania długiej ogniskowej, a wszystko to przekłada się na trudność w stabilnym panoramowaniu. Po trzecie, duża odległość przekłada się także na utratę kolorów powodowaną brakiem przejrzystości powietrza, a ta jest jeszcze bardziej pogłębiana przez dymiące smugacze samolotów. Po czwarte, duża prędkość najciekawszych samolotów takich jak F16 czy Eurofighter powoduje, że jeszcze trudniej jest utrzymać samolot centralnie w wizjerze. Po piąte, między jasnym tłem a ciemnym obiektem jest często silny kontrast, a z tym współczesne aparaty cyfrowe ciągle sobie nie radzą. Po szóste, większość samolotów ma nieciekawe kolory; ja rozumiem, że samolot wojskowy nie może być jaskrawo czerwony czy w pomarańczowo-fioletowe esy floresy, ale szare zamaskowane na szarym wygląda jednak słabo. Pewnie mógłbym jeszcze znaleźć po siódme a może i po ósme, ale myślę, że już usprawiedliwiłem dlaczego większość moich zdjęć z pokazów lotniczych zawsze ląduje w koszu. I zawsze mnie to mocno frustruje. Obok tych wszystkich przeciwności jest jednak coś, co nie ma związku z fotografią a każe jeździć do Radomia niezależnie od rozczarowania setkami nieudanych zdjęć. To dźwięk przelatującego w odległości kilkudziesięciu metrów myśliwca, huk tak przeraźliwy, że w pojedynczych samochodach włączają się alarmy. Oczywiście aby poczuć pełną moc myśliwca nie należy udawać się na płytę dla publiczności, bo tam musi być "grzecznie", samoloty ze względów bezpieczeństwa nigdy nie latają przecież nad hurtowo zgromadzonymi widzami. Zamiast tego trzeba spacerem obejść teren pokazów i zalogować się w pobliżu pasa startowego gdzieś po drugiej stronie między domami sąsiadującymi z lotniskiem.

Tak było i tym razem. Najpierw długi spacer z parkingu w miejsce lubiane przez fotografów, a potem godziny oczekiwania na start pokazów, do czasu aż przestanie padać deszcz. I dobrze. Bo gdybym musiał fotografować w czasie deszczu woda nalewała by mi się z góry do obiektywu, na którym mam cały czas założoną osłonę przeciwsłoneczną (paradoks: osłona przeciwsłoneczna używana w czasie deszczu? ;) Tak czy owak z nudy podczas kolejnych przerw spowodowanych niepogodą lekko przysnąłem dwa razy i najpierw minął mnie unikalny przelot Boeinga 737 MAX w szyku z Iskrami, później natomiast nie zdążyłem ustawić się na sfotografowanie AWACSa. Podwójna kaszanka zatem w deszczowy dzień. Zresztą to właśnie przerwy spowodowane deszczem i w konsekwencji całkowita demolka harmonogramu pokazów skłoniły mnie do ochrzczenia tej edycji pokazów jako Ra(n)dom Air Show. Mimo przeciwności udało się jednak kliknąć kilka zdjęć. Poniżej do wglądu i oglądu obrazki z soboty.

A przy okazji, skoro już wyłuszczam się otwarcie w internetach: uprasza się fronty atmosferyczne by przestały przechodzić w weekendy i psuć mi rajdy samochodowe (sobotni Rajd Rzeszowski dwa tygodnie temu) oraz pokazy lotnicze (dwa dni w Radomiu). Nie po to wstaję w środku nocy i podróżuję autem to tu to tam żeby potem siedzieć pod parasolem. Od teraz proszę więc fronty o przechodzenie w dni tygodnia od wtorku do czwartku, przecież nadchodzą kolejne imprezy :)