Rajd Wieliczki

Zanim przejdę do rajdu mały wstępniak: chcę fotografować więcej i częściej, formuła starej strony wyczerpała się. Nie byłem w stanie w sensowny sposób dłużej prezentować najnowszych zdjęć nie usuwając równocześnie starych. W poszukiwaniu nowej formy prezentacji zdemolowałem więc stronę tak, by w jej nowej odsłonie od razu po wejściu na główną było widać czy wrzuciłem coś nowego. A przy okazji będę mógł napisać kilka zdań, bardziej będzie więc wiadomo co i gdzie fotografowałem.

Tyle wstępu, koniec nudy, przejdźmy do pierwszego tegorocznego eventu.

Rajdy samochodowe to otwarta przestrzeń. Podobnie jak podczas maratonu możesz iść wzdłuż trasy, by zmieniać scenerię. Na rajdach może być to zabudowa, łąka, pole czy las. Wygląda łatwo i przyjemnie? W praktyce tak może nie być, bo nie dość, że na danym odcinku samochody mogą pojawiać się tylko przez kilkadziesiąt minut, więc zbyt wiele czasu na wędrówkę nie masz, to jeszcze trasa może być poprowadzona miedzy ciasnymi zabudowaniami, a wtedy na tę część w ogóle nie masz wstępu.

OeS w Brzegach koło Krakowa do fotografowania jest jednak stosunkowo prosty. Niewielu kibiców rozsianych na kilku kilometrach odsłoniętej trasy biegnącej między pojedynczymi zabudowaniami to warunki sprzyjające używaniu długiego zooma. Z daleka widać nadjeżdżające auta, a możliwość ustawienia się w dowolnym miejscu sprzyja ćwiczeniu panoramowania. To zupełnie co innego niż centrum miasta, w którym nie dość, że jest mało miejsc, w których można się ustawić, to jeszcze ograniczona widoczność i spora ilość kibiców utrudniają zabawę. W tym roku gratisową atrakcją był dla mnie wypadek jednej z ekip, która rozbiła się dosłownie jeden metr od miejsca gdzie fotografowałem rok wcześniej! Oj byłoby mi ciepło... Jak zasłyszałem rozmowę kierowcy "przy 180km/h hamulec wpadł mi w podłogę". Poza tym, jak zwykle na Rajdzie Wieliczki, świetna pogoda. Nie wiem jak oni to robią, ale ile razy tam jestem tyle razy świeci słońce. Rajd Wieliczki to drugi rok z rzędu świetne dla mnie otwarcie eventowego sezonu fotograficznego!

A przy okazji: nie, nie mam pojęcia kto wygrał a kto przegrał. Nigdy nie wiem kto wygrywa a kto przegrywa. Skupiam się na zdjęciach, a tu ostatni w stawce zawodnik może być dużo ciekawszym obiektem od zwycięzcy.