Wisła Czarne -> Barania Góra

Połowa czerwca to jeszcze nie pełnia sezonu, więc mimo że do Wisły Czarne przyjechałem dopiero przed godz 10., to bez problemu znalazłem miejsce parkingowe tuż przy początku niebieskiego szlaku. W szczycie sezonu z parkowaniem tutaj może być jednak problem, więc jeśli masz zamiar przyjechać w lipcu czy sierpniu na jeden dzień, a tak jak ja na punkcie bezstresowego parkowania masz fioła, na wszelki wypadek przyjedź wcześnie rano.

Pierwszy odcinek niebieskiego szlaku na Baranią Górę poprowadzony został wąską, asfaltową drogą. Choć na tym odcinku szlak biegnie wzdłuż potoku Białej Wisełki, która jest jednym ze źródłowych potoków Wisły, to spacer jezdnią okazał się nużący. Dopiero gdy trasa odbiła w prawo, przez most nad potokiem, zaczęło się właściwe podejście. Od tego miejsca szlak na całej długości poprowadzony został ścieżkami, a to po kamieniach, a to po korzeniach drzew. Szlak raz po raz przecinały też górskie strumyki, ba, miejscami strumyki w zasadzie płynęły szlakiem. W dniu mojej wycieczki w dolinach było blisko 30 stopni, przecinająca trasę niemal lodowata woda okazała się świetnym sposobem na szybkie chłodzenie.
Podczas podejścia warto zatrzymać się przy wodospadzie Kaskady Rodła. Drugim ciekawym miejscem jest punkt widokowy znajdujący się na wysokości nieco ponad 1050m. To miejscówka z dobrą widocznością na pasma gór otaczające Wisłę. Ja spędziłem tu kilkanaście minut.
Wspinaczkę na szczyt zakończyłem po nieco ponad trzech godzinach od wyjścia z parkingu. Ze szczytu Baraniej Góry w kierunku północnym widać było Skrzyczne, w kierunku wschodnim Babią Górę. Po południowej stronie nad granicą polsko-słowacką szalała burza, powietrze w tę stronę było więc mało przejrzyste. Sama burza w postaci sinej plamy na niebie okazała się niestety wyjątkowo niefotogeniczna, ale za to całkowicie bezpieczna: od dłuższego czasu obserwowałem ją na radarze pogodowym i widziałem, że burza nie zahaczy o szczyt Baraniej. Komórka w górach z dobrą apką bardzo się przydaje ;)
Powrót niebieskim szlakiem do Wisły to już pestka, ponieważ żaden kawałek szlaku nie jest stromy. Ostatni odcinek asfaltową jezdnią znów był jednak nudny, ale dla urozmaicenia znalazłem lokal z amciu amciu. Mogłem odpocząć i pochylić się nad losem butów, które dopiero co wyczyściłem po powrocie z Pilska, by znów umorusać je błotem. Mam nadzieję, że buty to lubią ;)

Długość trasy to 14.7 km, suma podejść to 698 m, ilość kroków: 25000+. Mapa jest tutaj.
Zdjęcia otagowane są współrzędnymi GPS, możesz więc na mapie sprawdzić gdzie każde z nich zostało zrobione.